Napisali o mnie

Marta Antoszewska

Jej korzystne działanie znano już w starożytności, ale dopiero sto lat temu oficjalnie uznana została za lek. Muzyka. To nie tylko rozrywka, ale i pomoc w leczeniu różnych schorzeń. Depresji i bezsenności, ale także bulimii czy anoreksji. Stosuje się ją w rehabilitacji, a nawet w chorobach serca, w ginekologii czy przy zabiegach stomatologicznych!

Pani Marta Antoszewska z wykształcenia jest muzykiem i dyplomowaną muzykoterapeutką. Specjalizuje się w leczeniu zaburzeń snu i stresu, ale ma na koncie sukcesy w leczeniu dzieci. i . Pomocy u niej szukają pacjenci, którzy na medycynie konwencjonalnej się zawiedli. I znajdują. Bo muzykoterapia potrafi przynieść nadspodziewane efekty. W przeciwieństwie do tradycyjnych leków, dociera aż do samej duszy.

Dużo mówi się o ziołach, akupunkturze, akupresurze, a o muzykoterapii słychać niewiele.

Lecznicze działanie muzyki wykorzystywano od niepamiętnych czasów, ale uznanie jej za terapię rozpowszechniło się dopiero w XX wieku. A pierwszy w Polsce Zakład Muzykoterapii, powstał w latach siedemdziesiątych we Wrocławiu. Muzykoterapia daje świetne efekty w leczeniu nerwic, zaburzeń psychicznych, depresji, w obniżonym nastroju. Leczy się nią autyzm i nadpobudliwości u dzieci. Ale nie tylko. Także choroby somatyczne i świetna jest przy rehabilitacji. I mam znajomą w Poznaniu, która jest stomatologiem, razem studiowałyśmy. I ona muzykoterapię stosuje swoim pacjentom na fotelu dentystycznym! Eliminuje lęk i obniża próg bólu. Ma efekty!

Jak działa muzykoterapia? Co daje?

To jest dziedzina psychoterapii, i tak jak u psychoterapeuty, wydobywa różne rzeczy z podświadomości i z pamięci. Wyzwala emocje, działa na podświadomość, tyle że w mniej bolesny, w przyjemniejszy sposób. Wyzwalaczem jest muzyka. Co daje? Temat rzeka! Rozwiązuje problemy pacjenta. Zmniejsza poczucie lęku, poprawia obniżony nastrój, uspokaja albo aktywizuje, mobilizuje, w zależności od indywidualnych potrzeb.

Muzyka to taki kluczyk do duszy?

Tak. Mnóstwo przychodzi do mnie pacjentów – dziś mówimy: klientów – silnie zestresowanych. Dla nich muzykoterapia jest dużo lepsza niż zwykła psychoterapia. Przyjemniejsza i mniej inwazyjna. A też może wywołać emocje z podświadomości.

Ja się zaczęła Pani przygoda z muzykoterapią?

Mój ojciec był lekarzem i ja od dzieciństwa marzyłam o medycynie. Ale wygrała druga miłość - do muzyki. Szczęśliwie parę lat później udało mi się je obie połączyć, po Akademii Muzycznej skończyłam muzykoterapię. Przez wiele lat prowadziłam terapię dziecięcą, miałam zajęcia z…. A parę lat temu zadzwonił do mnie zaprzyjaźniony psychiatra, specjalista w leczeniu zaburzeń snu. Był strapiony, miał pacjenta, któremu nie umiał pomóc. To był mężczyzna, który nie spał od 15 lat. A do tego był uzależnionego od leków i wcale się nie słuchał lekarza: miał zapisane trzy tabletki, a brał sześć. Znajomy zapytał, czy nie spróbowałabym dotrzeć do niego za pomocą dźwięków. A to zupełnie nowe podejście w Polsce! Przygotowałam seans i już podczas pierwszego spotkania zdarzyło się coś niezwykłego: pacjent usnął. Przez czterdzieści minut bałam się poruszyć, by go nie obudzić. Kiedy otworzył oczy nie mógł uwierzyć: zasnął bez niczego? W dzień? W obcym miejscu i towarzystwie?

Jak wygląda seans terapeutyczny?

Zależy jakiej techniki się używa, czy w grupie, czy indywidualnie. Zaczyna się od postawienia diagnozy, bo każdy problem z czegoś wynika. I proszę na przykład o wyobrażenie sobie łąki, kwiatu. Kiedy pacjent zaczyna mówić co widzi, ja już wiem, co mu się w duszy dzieje. Niedawno miałam pacjentkę w ciąży. Skarżyła się na lęki, nie mogła spać. Ze względu na stan nie można było jej leczyć farmakologicznie. Psychiatra podejrzewał u niej konflikt z nadopiekuńczą matką. A ja usłyszałam, że to nie relacja z mamą była problemem, ale z mężem, który ciągle był daleko, w rozjazdach, a ona sama w wielkim domu pod Warszawą.

Jak to Pani usłyszała?

Każdy wymyślający jakąś scenkę mimowolnie siebie czyni bohaterem. A ta dziewczyna mówiła: na łące jest kobieta, zrywa kwiaty. Czeka na ukochanego, a jego nie ma, tylko jego rzeczy… Na każdy seans szykuję parę płyt z jakąś mało znaną muzyką, wyłącznie instrumentalną. Podaję ją w małych fragmentach, proszę o uruchomienie wyobraźni. I badam efekt. Zazwyczaj moim pacjentom nagrywam płytę, specjalnie dla nich. Wspomniany pan, który nie spał przez 15 lat, dostał płytę, której słucha wieczorem i zasypia, już bez leków. To, że się przyzwyczai do płyty, to już nie problem. Śpi po 5, 6 godzin! Oczywiście musi jeszcze przestrzegać paru ćwiczeń, jakich uczy się podczas terapii.

Ile potrzeba takich spotkań? Kiedy terapia zaczyna przynosić efekty?

To zależy od wielu czynników, trudno powiedzieć, kiedy. Ale przynosi.

A osoby niemuzykalne? Czy je także można leczyć za pomocą muzyki?

Każdy z nas reaguje na muzykę. Jeśli nawet kogoś drażni, to też powoduje emocje, prawda? Inny rodzaj muzyki będzie koił, wywoływał pewne stany, inny wspomnienia. Są ludzie, którzy nie lubią śpiewać, bo im „słoń nadepnął na ucho”, ale są wrażliwi i muzyka do nich dociera. Miałam pacjenta, który dziękował mi, że dzięki mnie muzyki klasycznej słucha z prawdziwą przyjemnością. Wcześniej włączał tylko pop w samochodzie. Mam satysfakcję.

Czy muzyka może zaszkodzić?

Słuchana za głośno szkodzi uszom... (śmiech). Przestrzegałabym przed samodzielnym wyszukiwaniem muzyki relaksacyjnej, jakiej mnóstwo można znaleźć w supermarketach. Dla kogoś z poczuciem beznadziei, o obniżonym nastroju, taka wyciszająca muzyka „relaksacyjna” może być gwoździem do trumny! Tylko wysłuchać i skoczyć z okna. A nagrania „natury”? Posłuchałam tego kiedyś, ten szelest kroków, świst wiatru, odgłosy oceanu… Dopiero można powpadać w lęki. Odgłosy puszczy? Nie łudźmy się, że przy zmywaniu naczyń będziemy sobie wyobrażać, że jesteśmy w puszczy. Kiedyś w EMPIK- u patrzyłam na ekspedientów, wszyscy byli rozdrażnieni. Aż mnie to zainteresowało.
Okazało się, że szef im kazał słuchać śpiewu ptaków. A oni nie mogli tego znieść! Nie każde słuchanie muzyki jest muzykoterapią, tak jak nie każda rozmowa pacjentem – psychoterapią.

Czego Pani słucha najchętniej?

Muzycy mają charakterystyczne preferencje. Ja najchętniej słucham koncertów Bacha, mszy Mozarta albo …grupy Myslovitz. Natomiast nastrój znakomicie poprawiają mi piosenki z filmu „Shrek”, a w samochodzie lubię ostrego rocka. Muzykę trzeba dobierać indywidualnie, nie ma gotowych recept. Wszystko zależy od doświadczenia i umiejętności terapeuty. Chociaż są pewne elementy, które mają podobny wpływ na wszystkich. Wie pani, co na przykład pobudza erotycznie?

Jazz?

Też. Ale niezwykle erotycznie działa barwa saksofonu.

Wykorzystuje Pani swoją wiedzę? Przychodzą goście, Pani chce, by już sobie poszli i włącza coś nużącego. Albo coś innego, przy czym zupełnie nie mogą wyjść i bawią się świetnie do północy?

Muzyką naprawdę można manipulować zachowaniami ludzi. Świetnie wiedzą o tym różni spece od reklamy. Zauważyła pani, że w weekendy w supermarketach jest muzyka żywa i głośna, podczas gdy w pozostałe dni tygodnia spokojna i leniwa? To nie przypadek. W szybkim rytmie tłumy sprawniej przelewają się przez sklep, podczas gdy w powolnym tempie zakupy robi się dłużej, za to wybiera się więcej rzeczy. Naukowo dowiedzione!

Dla kogo jest muzykoterapia jest najlepsza?

Dla każdego, bez wyjątku. Uważam, że słuchamy za dużo muzyki spokojnej. Powinniśmy podnosić sobie nastrój. I powinniśmy uwierzyć, jak wiele rzeczy można ulepszyć w życiu prostymi metodami. Takimi jak muzyka.
Doprowadzając do wewnętrznej harmonii podnosi odporność organizmu, wyzwala własne potężne mechanizmy obronne. Pomaga bronić się przed chorobami i potrafi prowadzić do samowyleczenia.

Marta Antoszewska GAMA na faceBooku Zerowka muzyczna GAMA na faceBooku
Copyright © 2012 Marta Antoszewska. Wszelkie prawa zastrzeżone.